Wystawy

czarna żółć, gdzieś daleko, 24.12.2018

Wystawy

   Chcesz bracie mój odejść w osamotnienie? Chcesz poszukać drogi do samego siebie? Powstrzymaj się jeszcze przez chwilę i posłuchaj mnie. ,,Kto szuka sam łatwo się gubi. Wszelkie osamotnienie jest winą” – tak powiada stado, a tyś długo należał do stada. Głos stada będzie jeszcze w tobie rozbrzmiewał, a kiedy powiesz: ,,Nie mam już wspólnego sumienia z wami”, będzie to skargą i bólem. Owo wspólne sumienie zrodziło ów ból; a sumienia tego ostatnie iskry skrzą się jeszcze w twojej melancholii.

   Czy ty jednak chcesz iść drogą swojej melancholii, która jest drogą do ciebie samego? Okaż mi więc swoją siłę i prawo do tego! Czyżbyś był nową siłą i nowym prawem? Pierwszym ruchem? Kołem co samo z siebie się toczy? Czy potrafisz także zmusić gwiazdy by się obracały wokół ciebie? Ach, tyle jest pożądliwości ku temu co wysokie! Tyle jest spazmów ambitnych ludzi! Pokaż mi, że nie jesteś jednym z tych pożądliwych i ambitnych! Ach, tyle jest wielkich myśli, które nie czynią więcej niż miech: nadymają i czynią bardziej pustym. Mienisz się wolnym? Chcę usłyszeć twoją władczą myśl a nie, że uszedłeś jarzma. Czy jesteś tym komu wolno było ujść jarzma? Nie jeden odrzucił swą ostatnią wartość odrzuciwszy swoją służebność. Wolny od czego? Co Zaratustrze po tym? Niech twoje oko jasno mi obwieści: wolny ku czemu? Czy potrafisz sam dać sobie własne zło i własne dobro i swoją wolę zawiesić nad sobą jako prawo? Czy potrafisz sam sobie być sędzią i mścicielem swego prawa? Straszne jest być sam na sam z sędzią i mścicielem własnego prawa. Tak wyrzuca się gwiazdę w pustą przestrzeń i lodowaty oddech samotności. 

  Dziś jeszcze cierpisz z powodu wielu, ty jeden; dziś masz jeszcze całą swą odwagę i swoje nadzieje, ale kiedyś samotność cię znuży. Kiedyś duma twa ugnie się i odwaga zatrzeszczy. Krzyczeć będziesz kiedyś: ,,jestem sam!” Kiedyś przestaniesz widzieć w sobie wzniosłość a nazbyt blisko ujrzysz własną niskość; twoja wzniosłość sama przyprawi cię o lęk, jak upiór. I krzyczeć będziesz kiedyś: ,,wszystko to fałsz!” Istnieją uczucia, które chcą zabić samotnika; a gdy im się to nie powiedzie, to cóż, same muszą umrzeć. Ale czy ty potrafisz być mordercą? (…)

   Samotniku, ty idziesz drogą ku sobie! Ale ciebie samego mija twa droga i twoich siedmiu diabłów! Heretykiem będziesz sam dla siebie, czarownikiem, wróżbiarzem, błaznem, niedowiarkiem, nieświętym, i złoczyńcą. Sam siebie chciej spalić we własnych płomieniach; jak masz narodzić się na nowo, jeśliś wpierw nie stał się popiołem. Samotniku, ty idziesz drogą tworzącego: boga chcesz sobie stworzyć z siedmiu swoich diabłów!

   Samotniku, ty idziesz drogą miłującego: sam siebie miłujesz i dlatego pogardzasz sobą, jak tylko gardzą sobą miłujący. Tworzyć chce miłujący, ponieważ gardzi! Co wie o miłości ten, kto nie musiał pogardzać czymś co właśnie umiłował? Z miłością swą idź w osamotnienie i z twórczością swą, o bracie mój – dopiero później pokuśtyka za tobą sprawiedliwość.

   Z moimi łzami idź w osamotnienie, o bracie mój. Miłuję tego kto chce tworzyć ponad siebie i w ten sposób – ginie. 

To rzekł Zaratustra

 

fot. Paweł Baśnik

duchy polskie, otwarta pracownia, kraków 30.11.2018-30.12.2018

Wystawy

Ludzie lubią okrągłe daty i z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu przypisują im szczególne znaczenie. Nie inaczej jest z setną rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. Okoliczność ta wywarła bez wątpienia znaczący wpływ również na polski świat sztuki, o czym jasno świadczy intensyfikacja projektów skupiających się na tożsamości narodowej i ogólnie rzecz biorąc społeczno-politycznym dyskursie.

Na zaproszenie krakowskiego stowarzyszenia artystycznego Otwarta Pracownia, które zaproponowało mi stworzenie indywidualnej wystawy o wspomnianej tematyce, postanowiłem przygotować cykl prac, mający na celu znalezienie przeciwwagi dla różnego rodzaju patriotycznej symboliki, jaka jest coraz bardziej jednoznacznie kojarzona i zawłaszczana przez środowiska skrajnie nacjonalistyczne. Bazując głównie na dawnych fotografiach namalowałem serię obrazów, które odwołując się do wydarzeń historycznych, będą jednocześnie próbą zrównoważenia niektórych tendencji i napięć jakie obecnie mają miejsce w polskim społeczeństwie.

Jednym z efektów pracy jest cykl herstorycznych portretów przedstawiających kobiety, które swoimi działaniami odegrały istotną rolę w polskich dążeniach niepodległościowych. Są nimi: Wanda Gertz, Olga Stawecka, Aleksandra Zagórska, Aleksandra Szczerbińska i wiele innych.

Wśród prezentowanych obrazów pojawia się także wątek związany z postacią Józefa Bema, wybitnego polskiego generała i muzułmanina. Ciało Bema początkowo pochowane w 1850r. w Aleppo, zostało przeniesione siedemdziesiąt siedem lat później do rodzinnego Tarnowa. Jako że na katolickich cmentarzach nie wolno grzebać innowierców, władze postanowiły wybudować mauzoleum z trumną wzniesioną ku górze i oczywiście – z ciałem generała zwróconym w stronę Mekki. Jednak ostatecznie grób został umieszczony pośrodku parku.

Przywołałem też postać polskiego pułkownika żydowskiego pochodzenia i oficera Legionów Polskich – Berka Joselewicza. Dzięki jego odezwie stworzony został pułk biorący udział w insurekcji kościuszkowskiej. Był to pierwszy od czasów starożytnych zwarty żydowski oddział zbrojny. Oprócz Joselewicza, wśród prac pojawia się też rabin Dow Ber Meisels – symbol polsko żydowskiego pojednania i wspólnej walki przeciwko carskiej Rosji.

Namalowałem też na podstawie niezbyt udanego XVIII wiecznego szkicu portret Władysława Jabłonowskiego – jedynego ciemnoskórego generała w historii wojska polskiego, który podobnie jak wyżej wspomniani odznaczył się w wielu istotnych walkach jak chociażby w bitwie pod Szczekocinami czy obronie Saskiej Kępy.

Generał Jabłonowski umarł na Saint-Domingue walcząc dla Napoleona podczas rewolucji Haitańskiej. Co ciekawe – wraz z nim i setkami innych polskich żołnierzy ze 113 półbrygady piechoty, na Haiti przedostał się jeden z najważniejszych symboli polskości – wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Ów wizerunek został wchłonięty przez tamtejszą kulturę i został wcielony do panteonu bóstw religii Voodoo jako bogini Erzulie – opiekunka matek, lesbijek i prostytutek, która zsyła zemstę na wszystkich, którzy wyrządzają krzywdę kobietom. W jednej ręce trzyma ona dzieciątko płci żeńskiej a w drugiej nóż. W ofierze składane są jej najczęściej mocne papierosy i rum.

Nie zabrakło też charakterystycznej dla mojej twórczości narracji z pogranicza nauki i mistyki. Znajduję ona swoje ujście w dyptyku składającym się ze zdestruowanego portretu martwego Józefa Piłsudskiego i wizerunku jego bliskiego współuczestnika eksperymentów parapsychologicznych i jasnowidza – Stefana Ossowieckiego. Przekonany o paranormalnych umiejętnościach swojego umysłu Piłsudski postanowił aby po śmierci, jego mózg został zbadany w celu odkrycia owych nadprzyrodzonych właściwości. Mózg marszałka znajdował się do momentu wybuchu II wojny światowej w Polskim Instytucie Badań Mózgu w Wilnie. Później preparat ten wraz z wszystkimi dokumentami zaginął i do dzisiaj nie wiadomo co się z nim stało.

Na wystawie pojawiły się też neosłowiańskie odniesieniach do Stanisława Szukalskiego. Niemal równo sto lat po narodzinach Stacha z Warty, przyszedłem na świat dokładnie w tej samej miejscowości liczącej zaledwie kilka tysięcy mieszkańców. Czy to przypadek?                                                                                                                                                                                                                    Paweł Baśnik

fot. Paweł Baśnik

nietota – bwa bydgoszcz 09.11.2018-05.01.2019

Wystawy

   ,,Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało wam się spalić” – te słowa Tish Thaver na początku swojego tekstu w katalogu wystawy przytoczyła Kazimiera Szczuka zwracając uwagę na pokrewieństwo feminizmu i czarownictwa, za które dawniej prześladowano kobiety pragnące niezależności. Owe mizoginiczne mechanizmy kościoła bynajmniej nie wykorzeniły się całkowicie. W erze internetu przetrwały w postaci napędzanych hollywoodzką fantazją egzorcyzmów. W samej Polsce przeprowadza się rocznie tysiące takich obrzędów, a rzekomo opętani ludzie to w przeważającej mierze młode dziewczyny.

   Oprócz oczywistych motywów magiczno – roślinnych, na wystawie pokazane zostały też dwa obrazy utrzymane w nieco odmiennej kolorystyce. Przedstawiają portrety humanoidalnych robotów, którym twórcy (w większości zapewne mężczyźni) postanowili przypisać cechy żeńskie. Jednym z nich jest Sophia – pierwszy robot, który uzyskał prawa obywatelskie. Fakt, iż miało to miejsce w niezbyt egalitarnej względem kobiet Arabii Saudyjskiej wzbudził liczne kontrowersje. Pojawia się pytanie na ile wydarzenie to ma charakter emancypacyjny i nobilitujący, a na ile jest kolejnym gestem uprzedmiotowienia.

   Nie bez powodu poruszam technologiczny wątek sztucznej inteligencji. Gwoli przypomnienia pierwszą osobą zajmującą się programowaniem była Ada Lovelace, brytyjska matematyczka, która w połowie XIX w. stworzyła jedno z najpotężniejszych zaklęć – pierwszy algorytm napisany z zamiarem wykonania na maszynie, który stał się podwaliną współczesnych komputerów.                                                                                                                                                                                                                                                          Paweł Baśnik

 

 

fot. Paweł Baśnik

Węgorze-projekt specjalny, Teatr muzyczny capitol, wrocław 06.10.2018-20.12.2018

Wystawy

 

fot. Ala Savashevic

   ,,Blaszany bębenek” jest historią chłopca , który – buntując się przeciw rzeczywistości dorosłych – w wieku trzech lat postanawia nie rosnąć. Natomiast sam Gunter Grass w wieku piętnastu lat uciekł z domu i próbował zaciągnąć się do wojska – bez skutku. Dopiero dwa lata później wcielony został do armii, a pod koniec życia wyznał, że był żołnierzem Waffen-SS. Ujawnienie tego faktu wywołało wiele kontrowersji na całym świecie, jednak w całej sprawie oczyszczający był fakt młodego wieku pisarza oraz jego późniejsze zasługi dla niemieckiej i światowej kultury. Dwa symetryczne węgorze Baśnika, namalowane w formacie pionowego prostokąta, przypominają flagę SS i bezpośrednio korespondują z plakatem spektaklu, wyobrażającym dziecięcy wiatraczek niepokojąco podobny do swastyki.

Scena połowu węgorzy – zarówno opisana w książce Grassa, jak i ukazana w późniejszym, nagrodzonym Oskarem, filmie Schlondorffa – jest tyleż fascynująca i zapadająca w pamięć, co odrażająca. Wyszarpnięta przez rybaka na brzeg bałtyckiej plaży głowa konia, z której pyska, nozdrzy i uszu wydobywane są następnie żerujące na ścierwie węgorze, może być interpretowana wielorako. Czyni się z niej alegorię zbliżającej się katastrofy: robaka drążącego zdrową niegdyś tkankę (nawiązanie do rosnącego w siłę faszyzmu), ale też biedy, rozpadu, nieuniknionego końca pewnego świata. Perspektywa dziecka, które nie chce dorosnąć, dziecka wielu kultur (matka bohatera jest kaszubką, ojciec Niemcem, wuj i zarazem kochanek matki – Polakiem, zaś scena na plaży rozgrywa się jeszcze w wolnym mieście Gdańsku), dopełnia tylko atmosfery rozdarcia, zagubienia i braku przynależności. No bo jak odnaleźć się w świecie, który oszalał? W świecie, który obraca się przeciw sobie.

Otóż wydaje się, że należy trwać na marginesie, zamiast językiem – posługiwać się szyfrem, pod pozorem dziecięcej naiwności szukać sekretnie tego, co dobre i prawdziwe. Nawet odmawiając dorastania, nie uniknie się jednak bolesnych odprysków pogrążonej w chaosie, wrogiej rzeczywistości dorosłych.                                                                                                                       Michał Bieniek

nietota, muzeum współczesne wrocław, 29.06.2018-24.09.2018

Wystawy

 

Tradycyjna wizualność bardzo często ścierała się z czymś niewyrażalnym, a konfrontację przypieczętowała „anarracyjna” sztuka modernistyczna.

Nietota – wystawa, w której tytule pobrzmiewa niemowlęce gaworzenie – odwołuje się do ezoterycznego dzieła Tadeusza Micińskiego z 1910 roku, Księgi tajemnej Tatr. Słowo użyte przez autora to potoczna nazwa lepidodendronów, spokrewnionych z paprotnikami botanicznych reliktów sprzed 300 milionów lat. Ludowy przesąd, rozpowszechniony zwłaszcza na terenie Karpat, przypisywał im działanie magiczne. Przewrotna nazwa oznaczać miała „nie tą”, czyli tą, której imienia wymawiać nie należy.

Trudno jednoznacznie orzec, jakie były motywacje Micińskiego, kiedy sięgał po tradycję guseł w swojej wizyjnej powieści. Znając osobowość autora, literacko sportretowanego na stronach jednej z powieści Stanisława Ignacego Witkiewicza, trudno podejrzewać go o fascynacje wyłącznie etnograficzne. Sam tytuł jest bowiem znaczącym neologizmem nawiązującym do stanu bezsensu czy niemoty. W praktyce nienazywania znajduje odbicie silna wiara w magię sympatyczną, a pośrednio – nadprzyrodzoną moc reprezentacji.

Jak twierdził Edgar Morin – francuski filozof i socjolog – pierwotnie technika, magia, religia i sztuka nie dawały się odróżnić. Także dzisiaj, pomimo technicznego zaawansowania cywilizacji, wiara w istnienie sekretnej wiedzy i niewidzialnych mocy nie słabnie. Wystawa, odnosząc się do relacji sztuki i niewyrażalnego, związków praktyk artystycznych z magicznymi, podnosi zarazem problem prześladowań osób aspołecznych, pośrednio także estetyzacji przemocy, obecnej w nierzadko teatralnej oprawie procesów o czarownictwo.

Poprzez modelowanie rzeczywistości i jej reprezentację, „transmutację” materii i mistycyzm abstrakcji, hermetyczną symbolikę i performatywność gestu praktyka artystyczna stara się dotykać najodleglejszych zakamarków ludzkiej duchowości. Prezentacja obejmuje realizacje malarskie, wideo, obiekty i instalacje autorów, którzy poruszają się w tym obszarze.                                                                                                                                                                                                                          Łukasz Huculak

 

fot. Małgorzata Kujda, © Muzeum Współczesne Wrocław, 2018

 

My’ 17 – najlepsze dyplomy ASP Wrocław, BWA Awangarda, wrocław 12.01.-25.02.2018

Wystawy

 

   Wszystko, co żyje, prędzej czy później musi umrzeć. Ten oczywisty wniosek można łatwo wysnuć obserwując otaczający nas świat. Fakt, iż każde życie rozciąga się w czasie zmierzając ku śmierci, jest prawdą powszechnie znaną. Zatem umrę również i ja, tak jak wszyscy, którzy żyli przede mną. Wiem o tym i jednocześnie nie mogę w to uwierzyć – ja, który oglądam ten świat, ja, który oddycham i myślę – odejdę wkrótce w pustkę i nicość. Czy powinienem bać się tej czarnej dziury, do której nieuchronnie się zbliżam?                                                                                                                                                                                                                  Rozmyślanie o własnej śmierci wiąże się głównie z traumatycznym przeczuciem końca własnej indywidualności. Jeśli świadomość jest niczym więcej, jak biologiczną funkcją mózgu, cały mój subiektywny, pierwszoosobowy i jakościowy świat przeżyć pryśnie w końcu jak bańka mydlana. Psychiczna ciągłość, z której zbudowane jest poczucie własnego „ja”, wyparuje na zawsze wraz z ostatnim tchnieniem.
  Czy można zatem znaleźć jakiś sposób na odwołanie wyroku, który wydała na nas biologia? Środowiska naukowe coraz śmielej wieszczą, że już niedługo spełni się ,,prometejski sen medycyny”. Według niektórych przewidywań pierwszy człowiek, który osiągnie nieśmiertelność prawdopodobnie przyszedł już na świat. Obszarem badań, w którym pokłada się największe nadzieje, jest genetyka, jednak równolegle poszukuje się przeróżnych rozwiązań opierających się na najnowszych technologiach cyfrowych, o czym opowiada prezentowana poniżej instalacja wykonana przy użyciu projektora parowego. Transhumaniści tacy jak Ray Kurzwail, wysuwają śmiałe prognozy, iż dwudziesty pierwszy wiek będzie wiekiem, w którym kolejne naukowe odkrycia i technologiczne wynalazki doprowadzą ludzkość do tzw. osobliwości, która zmusi nas do przedefiniowania wszystkiego, co zawiera się w pojęciu człowieczeństwa. Ewolucja człowieka przyspieszy w każdym możliwym aspekcie, przy czym nie będzie ona już ewolucją biologiczną lecz technologiczną. To człowiek będzie kontrolować jej przebieg za pomocą własnych narzędzi. Istotnie już teraz jesteśmy świadkami tego zjawiska.                                             Paweł Baśnik

 

fot. Grzegorz Stadnik, 2018 

Nagroda Marszałka woj. Pomorskiego na wystawie ,,Najlepsze Dyplomy” w Gdańsku 29.07-27.08.2017

Konkursy, Wystawy

Paweł Baśnik, Post Mortem – obraz jako relikt osobowej świadomości (fragment)

(…) Świadomość wydaje się bezwzględnym warunkiem, dzięki któremu „coś” zmienia się w „kogoś”. Sprawia, że dany skrawek materii staje się osobą, która wie o swoim istnieniu i odróżnia siebie od całej reszty wszechświata. Z kolei relikt w kontekście kulturowym jest rozumiany jako wytwór minionych epok, który zachował swoją formę, zmieniając z czasem początkowe funkcje. W kontekście biogeograficznym oznacza natomiast małe grupy organizmów, które przetrwały na niewielkim obszarze, zachowując ciągłość z wymarłymi w poprzednich epokach gatunkami. Natomiast obraz rozumiany jako artystyczny artefakt, choć należy do świata nieożywionego, jest wytworem, który w szczególny sposób może odzwierciedlać wiele aspektów ludzkiej indywidualności. Świadomość znika wraz ze śmiercią ciała, ale obraz staje się pewnego rodzaju pozostałością twórczego umysłu, a pośrednio także innych osób, miejsc, przedmiotów, które znajdowały się w polu jego świadomości. Jednak to, na ile ów akt twórczy jest w stanie nas ocalić, podlega różnego rodzaju mechanizmom i weryfikacjom, począwszy od fizycznego przetrwania dzieła, po siłę jego kulturowego i społecznego oddziaływania. (…)

  Na wystawie zaprezentowane zostały obrazy, które są wanitatywne nie tyle w przedstawionym motywie i warstwie ilustracyjnej, ile w samej farbie i sposobie malowania, który nie próbuje tuszować, lecz jeszcze bardziej podkreślać organiczność i cielesność medium jakim jest malarstwo.                                                                                                                             Paweł Baśnik

Post mortem – obraz jako relikt osobowej świadomości, obrona pracy dyplomowej, Galeria Miejska Wrocław 21.06.-30.06.2017

Wystawy

Łukasz Huculak, Ktoś Inny. O pracach Pawła Baśnika
  Jerzy Nowosielski, nie kryjąc fascynacji sztuką Francisa Bacona, stwierdzał wielokrotnie w jego obrazach emanację zła (Szatana). Wielu podobnie sądzi o death lub black metalu – a właśnie tej muzyki słucha Baśnik.
Podobnie złowrogie klimaty mają w malarstwie długą tradycję – od średniowiecznych purgatoriów, przez Boscha, Monsu Desiderio, po czarne obrazy z Quinta del Sordo. Sam Bacon mógłby patronować ubiegłorocznej wystawie krakowskiej grupy Wprost, i to nie tylko w bezpośrednich nawiązaniach Zbyluta Grzywacza. Zwróćmy uwagę na rozszczepienie ciał u Waltosia, zniekształcenia Bieniasza czy śmiałe faktury Sobockiego. Tuż przed ich pokazem w muzeum Manggha, w nieodległym MOCAKU mogliśmy także oglądać Medycynę w sztuce. Obie wystawy śmiało odsłaniają tak bliskie Baconowi, a znane też Rembrandtowi (portret de Lairesse’a) pokrewieństwo impastów i mięsa, przecierek i skóry.
  Generalnie – farby i ciała. Materiały malarskie zawdzięczają swoje właściwości mimetyczne przede wszystkim technice olejnej. Jednak mimetyczny potencjał pigmentów wykorzystywany był już w antycznej epoce fajumskich obrazów trumiennych, malowanych enkaustyką, które uważa się za prototyp nowożytnego portretu (w Mangdze oglądać można ,,trumienne” portrety Sobockiego). Od chwili, kiedy sztuka zajęła się nieco mocniej kwestiami egzystencjalnymi, odkąd uzupełniła swe symboliczne funkcje o zdolność przywoływania nieobecnych, potencjał imitacyjny spoiw organicznych stał się bezcenny.
  Te właśnie właściwości eksploruje Baśnik, najpierw wywołując obecność swoich postaci, a następnie obnażając ich fizyczną nietrwałość. Nie jest to zabieg czysto formalny, nie o efekt wyłącznie wizualny chodzi. Jak u Bacona, tak u Sobockiego, a wcześniej u anonimowych malarzy fajumskich, Ghirlandaia portretującego usianą brodawkami twarz starca, Giorgiona malującego swoją ,,starą” czy wiedeńskich secesjonistów idzie o uchwycenie pewnej skazy, dla jednych jej piękna, dla innych – dramatu. Pytania tamtych malarzy wracają dziś w nurcie nowego malarstwa, w śmiałym operowaniu farbą i malarską destrukcją Alexandra Tinei, Adriana Ghenie, Michaela Borremansa czy Marcusa Schinwalda. Z Baśnikiem łączy ich pokrewne akcesorium: zdjęcie (obecność) oraz przekonanie, że jest różnica między farbą, która wyraża coś bezpośrednio, a farbą która wyraża przez ilustrację. Fotografia jest zjawą, a farba obnaża prawdę, oddziałując na system nerwowy bezpośrednio. Bacon malował, zawsze używając symultanicznie swoich zdjęć i lustra. Na jego autoportretach nie ma jednego Bacona – jest wielu, zwielokrotnionych, poruszonych, nieostrych i rozmytych – ja to ktoś inny.
  Co widzimy u Pawła? Wzrok przyciąga kontrast pomiędzy pieczołowitym, nobliwym upozowaniem, spokojem i sztywnością póz, a dramatycznością uszkodzeń odsłaniających wnętrze ciała, spód twarzy, kogoś innego tam – pod spodem. Paweł zaczynał od malarskich, niekiedy ,,postarzanych” portretów i rysunkowych studiów, w których eksperymentował z fizjologią percepcji, rozszczepiając obraz na kilka nakładających się i dezorientujących odbiorcę sylwet. W obu tych praktykach przenikała się z jednej strony malarska skłonność do podkreślania materialności, z drugiej potrzeba zaburzania obrazu – dematerializacji przedstawianego obiektu. Ostatnie obrazy intrygują połączeniem tych poszukiwań, siła ich wyrazu zbudowana jest na opozycji obecności i braku, a percepcyjne usterki i destrukcja obnażają paradoksalność widzialności traktowanej jako świadectwo. W O niedogodności narodzin Cioran zauważa: gdybyśmy samych siebie mogli zobaczyć oczyma innych, już by nas nie było.                                                                                                                                                                                      Łukasz Huculak

 

fot. Miron Mattoszko, 2017

 

Ktoś Inny, Galeria Socato, wrocław 20.01.-04.02.2017

Wystawy

 

Karolina Jaklewicz, Etyka przemocy. O pracach Pawła Baśnika:

Zastanawiająca jest potrzeba zadawania obrazom bólu. Chęć cięcia, niszczenia, kaleczenia. Chęć zepsucia tego, co się wcześniej z malarską wnikliwością stworzyło. Czy chodzi o cios w kategorię piękna? O bunt wobec ideału? Brutalność unicestwia niebezpieczeństwo powierzchownej estetyzacji. Ale czy sama nie jest alternatywną wersją piękna? Czy niszczenie nie stało się tak samo estetyzujące? Przywykliśmy do obrazu zniszczenia. Media serwują nam dramaty w przyswajalnej wersji. Obrazy cierpienia stają się ikonami teraźniejszości. Oswoiliśmy cierpienie. Fotografie dzieci z Aleppo obok zdjęcia sportowca, nad gwiazdą popu, pod politykiem. Jakoś na równi. Niebezpieczna demokracja głównej strony portalu. „Obraz jako szok i obraz jako banał to dwie strony tej samej rzeczywistości” pisze Susan Sontag. Zniszczenie jako ból i zniszczenie jako piękno, to dwa obrazy dwubiegunowej współczesnej percepcji. Stajemy się równie nieczuli na piękno jak i na ból. Sontag uważa, że to fotografia oswoiła cierpienie: „Bycie widzem nieszczęść nawiedzających inne kraje jest jednym z najbardziej charakterystycznych przeżyć współczesności”. Paweł Baśnik zaczyna swoje obrazy w fotografii. To retro-zdjęcia są punktem wyjścia dla dalszych malarskich opowieści. Opowieści o przemijaniu, zanikaniu, umieraniu. Baśnik wpisuje się w dwa nurty młodej sztuki – pracę z fotografią i dekonstrukcję struktury malarskiej. Fotografia w swej gładkiej cielesności zabiera cierpieniu jego namacalny wymiar. Pojąć cierpienie z fotografii, to znać je z autopsji. Bo fotografia nadaje cierpieniu wymiar złudzenia optycznego. Malarstwo jest namacalne. Materialność zniszczenia powierzchni obrazu jest faktyczna, jest tu i teraz. Zniszczenie namalowanej fotografii to podwójna gra Baśnika. Jest zamachem na złudzenie, że „to” cierpienie nas nie dotyczy, że „to” cierpienie jest bezpiecznie zatrzymane w fotografii. Zniszczenie obrazu dotyczy nas bezpośrednio. Bo stając wobec obrazu, stajemy wobec siebie. Bo patrząc na zdartą twarz sportretowanej kobiety, odruchowo sprawdzamy czy nasza skóra jest na miejscu.                                                                                                                                                                                                          Karolina Jaklewicz