Post mortem – obraz jako relikt osobowej świadomości, obrona pracy dyplomowej, Galeria Miejska Wrocław 21.06.-30.06.2017

Wystawy

Łukasz Huculak, Ktoś Inny. O pracach Pawła Baśnika
  Jerzy Nowosielski, nie kryjąc fascynacji sztuką Francisa Bacona, stwierdzał wielokrotnie w jego obrazach emanację zła (Szatana). Wielu podobnie sądzi o death lub black metalu – a właśnie tej muzyki słucha Baśnik.
Podobnie złowrogie klimaty mają w malarstwie długą tradycję – od średniowiecznych purgatoriów, przez Boscha, Monsu Desiderio, po czarne obrazy z Quinta del Sordo. Sam Bacon mógłby patronować ubiegłorocznej wystawie krakowskiej grupy Wprost, i to nie tylko w bezpośrednich nawiązaniach Zbyluta Grzywacza. Zwróćmy uwagę na rozszczepienie ciał u Waltosia, zniekształcenia Bieniasza czy śmiałe faktury Sobockiego. Tuż przed ich pokazem w muzeum Manggha, w nieodległym MOCAKU mogliśmy także oglądać Medycynę w sztuce. Obie wystawy śmiało odsłaniają tak bliskie Baconowi, a znane też Rembrandtowi (portret de Lairesse’a) pokrewieństwo impastów i mięsa, przecierek i skóry.
  Generalnie – farby i ciała. Materiały malarskie zawdzięczają swoje właściwości mimetyczne przede wszystkim technice olejnej. Jednak mimetyczny potencjał pigmentów wykorzystywany był już w antycznej epoce fajumskich obrazów trumiennych, malowanych enkaustyką, które uważa się za prototyp nowożytnego portretu (w Mangdze oglądać można ,,trumienne” portrety Sobockiego). Od chwili, kiedy sztuka zajęła się nieco mocniej kwestiami egzystencjalnymi, odkąd uzupełniła swe symboliczne funkcje o zdolność przywoływania nieobecnych, potencjał imitacyjny spoiw organicznych stał się bezcenny.
  Te właśnie właściwości eksploruje Baśnik, najpierw wywołując obecność swoich postaci, a następnie obnażając ich fizyczną nietrwałość. Nie jest to zabieg czysto formalny, nie o efekt wyłącznie wizualny chodzi. Jak u Bacona, tak u Sobockiego, a wcześniej u anonimowych malarzy fajumskich, Ghirlandaia portretującego usianą brodawkami twarz starca, Giorgiona malującego swoją ,,starą” czy wiedeńskich secesjonistów idzie o uchwycenie pewnej skazy, dla jednych jej piękna, dla innych – dramatu. Pytania tamtych malarzy wracają dziś w nurcie nowego malarstwa, w śmiałym operowaniu farbą i malarską destrukcją Alexandra Tinei, Adriana Ghenie, Michaela Borremansa czy Marcusa Schinwalda. Z Baśnikiem łączy ich pokrewne akcesorium: zdjęcie (obecność) oraz przekonanie, że jest różnica między farbą, która wyraża coś bezpośrednio, a farbą która wyraża przez ilustrację. Fotografia jest zjawą, a farba obnaża prawdę, oddziałując na system nerwowy bezpośrednio. Bacon malował, zawsze używając symultanicznie swoich zdjęć i lustra. Na jego autoportretach nie ma jednego Bacona – jest wielu, zwielokrotnionych, poruszonych, nieostrych i rozmytych – ja to ktoś inny.
  Co widzimy u Pawła? Wzrok przyciąga kontrast pomiędzy pieczołowitym, nobliwym upozowaniem, spokojem i sztywnością póz, a dramatycznością uszkodzeń odsłaniających wnętrze ciała, spód twarzy, kogoś innego tam – pod spodem. Paweł zaczynał od malarskich, niekiedy ,,postarzanych” portretów i rysunkowych studiów, w których eksperymentował z fizjologią percepcji, rozszczepiając obraz na kilka nakładających się i dezorientujących odbiorcę sylwet. W obu tych praktykach przenikała się z jednej strony malarska skłonność do podkreślania materialności, z drugiej potrzeba zaburzania obrazu – dematerializacji przedstawianego obiektu. Ostatnie obrazy intrygują połączeniem tych poszukiwań, siła ich wyrazu zbudowana jest na opozycji obecności i braku, a percepcyjne usterki i destrukcja obnażają paradoksalność widzialności traktowanej jako świadectwo. W O niedogodności narodzin Cioran zauważa: gdybyśmy samych siebie mogli zobaczyć oczyma innych, już by nas nie było.                                                                                                                                                                                      Łukasz Huculak

 

fot. Miron Mattoszko, 2017