duchy polskie, otwarta pracownia, kraków 30.11.2018-30.12.2018

Wystawy

Ludzie lubią okrągłe daty i z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu przypisują im szczególne znaczenie. Nie inaczej jest z setną rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. Okoliczność ta wywarła bez wątpienia znaczący wpływ również na polski świat sztuki, o czym jasno świadczy intensyfikacja projektów skupiających się na tożsamości narodowej i ogólnie rzecz biorąc społeczno-politycznym dyskursie.

Na zaproszenie krakowskiego stowarzyszenia artystycznego Otwarta Pracownia, które zaproponowało mi stworzenie indywidualnej wystawy o wspomnianej tematyce, postanowiłem przygotować cykl prac, mający na celu znalezienie przeciwwagi dla różnego rodzaju patriotycznej symboliki, jaka jest coraz bardziej jednoznacznie kojarzona i zawłaszczana przez środowiska skrajnie nacjonalistyczne. Bazując głównie na dawnych fotografiach namalowałem serię obrazów, które odwołując się do wydarzeń historycznych, będą jednocześnie próbą zrównoważenia niektórych tendencji i napięć jakie obecnie mają miejsce w polskim społeczeństwie.

Jednym z efektów pracy jest cykl herstorycznych portretów przedstawiających kobiety, które swoimi działaniami odegrały istotną rolę w polskich dążeniach niepodległościowych. Są nimi: Wanda Gertz, Olga Stawecka, Aleksandra Zagórska, Aleksandra Szczerbińska i wiele innych.

Wśród prezentowanych obrazów pojawia się także wątek związany z postacią Józefa Bema, wybitnego polskiego generała i muzułmanina. Ciało Bema początkowo pochowane w 1850r. w Aleppo, zostało przeniesione siedemdziesiąt siedem lat później do rodzinnego Tarnowa. Jako że na katolickich cmentarzach nie wolno grzebać innowierców, władze postanowiły wybudować mauzoleum z trumną wzniesioną ku górze i oczywiście – z ciałem generała zwróconym w stronę Mekki. Jednak ostatecznie grób został umieszczony pośrodku parku.

Przywołałem też postać polskiego pułkownika żydowskiego pochodzenia i oficera Legionów Polskich – Berka Joselewicza. Dzięki jego odezwie stworzony został pułk biorący udział w insurekcji kościuszkowskiej. Był to pierwszy od czasów starożytnych zwarty żydowski oddział zbrojny. Oprócz Joselewicza, wśród prac pojawia się też rabin Dow Ber Meisels – symbol polsko żydowskiego pojednania i wspólnej walki przeciwko carskiej Rosji.

Namalowałem też na podstawie niezbyt udanego XVIII wiecznego szkicu portret Władysława Jabłonowskiego – jedynego ciemnoskórego generała w historii wojska polskiego, który podobnie jak wyżej wspomniani odznaczył się w wielu istotnych walkach jak chociażby w bitwie pod Szczekocinami czy obronie Saskiej Kępy.

Generał Jabłonowski umarł na Saint-Domingue walcząc dla Napoleona podczas rewolucji Haitańskiej. Co ciekawe – wraz z nim i setkami innych polskich żołnierzy ze 113 półbrygady piechoty, na Haiti przedostał się jeden z najważniejszych symboli polskości – wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Ów wizerunek został wchłonięty przez tamtejszą kulturę i został wcielony do panteonu bóstw religii Voodoo jako bogini Erzulie – opiekunka matek, lesbijek i prostytutek, która zsyła zemstę na wszystkich, którzy wyrządzają krzywdę kobietom. W jednej ręce trzyma ona dzieciątko płci żeńskiej a w drugiej nóż. W ofierze składane są jej najczęściej mocne papierosy i rum.

Nie zabrakło też charakterystycznej dla mojej twórczości narracji z pogranicza nauki i mistyki. Znajduję ona swoje ujście w dyptyku składającym się ze zdestruowanego portretu martwego Józefa Piłsudskiego i wizerunku jego bliskiego współuczestnika eksperymentów parapsychologicznych i jasnowidza – Stefana Ossowieckiego. Przekonany o paranormalnych umiejętnościach swojego umysłu Piłsudski postanowił aby po śmierci, jego mózg został zbadany w celu odkrycia owych nadprzyrodzonych właściwości. Mózg marszałka znajdował się do momentu wybuchu II wojny światowej w Polskim Instytucie Badań Mózgu w Wilnie. Później preparat ten wraz z wszystkimi dokumentami zaginął i do dzisiaj nie wiadomo co się z nim stało.

Na wystawie pojawiły się też neosłowiańskie odniesieniach do Stanisława Szukalskiego. Niemal równo sto lat po narodzinach Stacha z Warty, przyszedłem na świat dokładnie w tej samej miejscowości liczącej zaledwie kilka tysięcy mieszkańców. Czy to przypadek?                                                                                                                                                                                                                    Paweł Baśnik

fot. Paweł Baśnik